moja Sycylia – dzień II

Kolejnego dnia Sycylia zamknęła mi usta. Nie miałem nic przeciwko. Wczorajsze wariackie kosztowanie zwyczajnie mnie zmęczyło. Byłem zadowolony, z takiego rozplanowania pobytu. Trochę bezpiecznego obserwowania z dystansu, zresztą zaufałem Sycylii bezwarunkowo. Bez zbędnych pytań (zresztą i tak nie mogłem ich wypowiedzieć) wsiadłem do pociągu. Zza jego grubej szyby człowiek musi dojrzeć inne uroki niż z poziomu chodnika.

Po chwili „zwiedzania” zza tej brudnej i porysowanej szyby, ale dzięki temu działającej jak filtr fotograficzny wyciągający z ujęcia „prawdę”, poczułem się jak tubylec.

Zacząłem słuchać. Kolejny genialny pomysł Sycylii. Słuchałem wszystkiego, dzieląc symfonie na poszczególne instrumenty – według uznania. Regulowałem głośności dopasowując je do obrazka. Raz wiatr grał pierwsze skrzypce, innym razem melodia dyskusji młodej pary nadawała tempo krajobrazom.

Drugi dzień był dniem podróży. W niecałe szesnaście godzin byliśmy w Palermo, na Wyspach Liperyjskich i Katanii. Jak podpowiadają google całe 416 kilometrów, w tym podróż wodolotem na wyspy. Niby dużo, jednak nie odczułem tych kilogramów drogi. Gdy kładłem się spać, miałem wrażenie, że nigdzie się nie ruszyłem z mojego pokoju. Cały dzień patrzenia przez okno. Cały dzień podziwiania Sycylii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s